Dolny Śląsk - Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej

Jan GarneckiJan GarneckiMarzec 21, 2019
www3.jpg
4min404

I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpią na nieuleczalną tęsknotę odkrywania.”

John Eldredge „Dzikie serce – tęsknoty męskiej duszy”

 

Warunki oscylowały wokół idealnych – było słońce, lekka tatrzańska bryza, była walka z samym sobą, był klimat schroniska, rozmowy na szlaku, zapasy w śniegu, “Amazonki”… Jakimś cudem w końcu na naszej drodze wyrosły także poszukiwane termy. Tak wyjazd kadry hufca wspomina hm. Michał Szmaj.

Więcej o samej wyprawie napisał dh Karol Morta:

W piątek 15 marca kadra Ostrzeszowskiego Hufca Harcerzy wyruszyła na coroczną, zimową wyprawą w Tatry. Pojechało nas czternastu – instruktorów i wędrowników. Około godziny 21.00 dotarliśmy do Doliny Chochołowskiej, a do schroniska przybyliśmy około 23.00.

www1
www8
www6

Następnego dnia o poranku wyruszyliśmy w góry. Naszym celem było zdobycie m.in. Grzesia, Rakonia i Wołowca. Niestety, 20 metrów (w pionie) od wierzchołka drugiego ze wspomnianych szczytów zawrócił nas bardzo silny wiatr – niejeden z nas czuł, że stopy odrywają się od ziemi. W tej sytuacji powróciliśmy do schroniska, gdzie spędziliśmy czas grając w planszówki, gawędząc, wspominając i odpoczywając. Gdy na zewnątrz zapadał już zmrok, wybraliśmy się na krótki spacer z dodatkiem szybkiej gry w śniegu. Położyliśmy się spać wcześnie, ponieważ w niedzielę jeszcze przed świtem szlakiem papieskim skierowaliśmy się na Trzydniowiański Wierch.

www9
www5
www7
www

Pomimo oblodzonego stoku weszliśmy na szczyt i podziwialiśmy panoramę Tatr Zachodnich i Doliny Chochołowskiej. Czekała nas już tylko jedna wędrówka – ze schroniska do parkingu na Siwej Polanie.

Po specjalnie zorganizowanej Mszy harcerskiej w kaplicy w Kirach udaliśmy się do długo wyczekiwanego celu – Chochołowskich Term. Po 2 godzinach odpoczynku w basenach, solankach i beczkach siarkowych utworzyliśmy braterski krąg i ostatecznie pożegnaliśmy Tatry – przyszedł czas, by wrócić do domu. W modlitwie i podczas wędrówki na szlaku pamiętaliśmy o wszystkich, którzy z różnych przyczyn nie pojechali.

 

Relacja: dh Karol Morta | Zdjęcia: hm. Michał Szmaj

Jan GarneckiJan GarneckiLuty 25, 2019
IMG_3115-1280x853.jpg
4min444

Wędrownicy z Wrocławia i Kalisza postanowili wykorzystać jeden z ostatnich zimowych weekendów i udali się w Sudety. Przeczytajcie relację jednej z uczestniczek.

W sobotę 16 lutego wyruszyliśmy pociągiem wcześnie rano do Domaszkowa, skąd powędrowaliśmy w stronę Międzygórza, miejscowości leżącej u stóp Śnieżnika. To właśnie jego szczyt był celem naszej wyprawy. Pogodę mieliśmy piękna, słońce przygrzewało, ale śnieg leżał w imponującej ilości.

Po dotarciu do schroniska leżącego poniżej wierzchołka, postanowiliśmy chwilę odpocząć po przebytej niełatwej trasie. Następnie udaliśmy się do pobliskiej chaty “samoobsługowej”, gdzie był zaplanowany nasz nocleg. Spotkaliśmy tam kilku turystów, naszych współlokatorów. Zabraliśmy się do rąbania drewna na opał i gotowania obiadu. W miarę upływu czasu w górskim domku robiło się coraz gwarniej, ponieważ cały czas przybywali nowi wędrowcy. Po zjedzonym posiłku zebraliśmy się na wspólne śpiewanie przy gitarze. Na zewnątrz można było podziwiać piękne gwiazdy i krajobraz. Gdy zasypialiśmy było nas w chacie około 30 osób.

Następnego dnia obudziliśmy się o świcie i wyruszyliśmy zdobyć sam szczyt Śnieżnika. Idąc podziwialiśmy wschód słońca nad górami. Mimo wątpliwości co do trasy udało nam się bez problemów dotrzeć do celu, gdzie odbyło się przekazanie 53 Leśnej Drużyny Wędrowników “Watra” druhowi Damianowi Tokarzowi.

Po zejściu z góry udaliśmy się na pociąg powrotny. Nie zdążyliśmy wejść na szczyt Marii Śnieżnej, ale samo zdobycie Śnieżnika dało nam wystarczającą satysfakcję.
Czekamy na następne wędrówki!

Relacja: trop. Anna Gołecka | Zdjęcia: ćw. Olaf Horbowy

Jan GarneckiJan GarneckiLuty 21, 2019
Zdjęcie-3.jpg
10min558

W weekend 16-17 lutego w Warszawie odbył się Złaz Drużyn Niepodległej kończący realizację programu „Niepodległa” w ZHR i inaugurujący obchody 30-lecia naszego związku. Zaproszone na niego zostało 50 najlepszych drużyn z całej Polski, które zrealizowały wszystkie zadania, aby zdobyć miano Drużyny Niepodległej. Dolny Śląsk reprezentowały na nim Zastępy Zastępowych z 1 Głogowskiej Drużyny Harcerek „Agat” im. Heleny Kmieć, 13 Wrocławskiej Drużyny Harcerek „Bukowina”, 41 Wrocławskiej Drużyny Harcerek „Tęcza” im Wandy Rutkiewicz oraz harcerze z wrocławskiego patrolu „Bór” (działający w ramach 42 Drużyny Harcerzy w Brzeziej Łące „Czarne Stopy”).

Złaz rozpoczął się wielką grą po stolicy.

– Gra wymagała od uczestników sprawnej komunikacji, współpracy i działania pod presją czasu. Opierała się na strategicznym myśleniu i szybkim poruszaniu się po stolicy. Patrole zostały podzielone na cztery główne grupy, w których ze sobą rywalizowały, a więc tak naprawdę działo się kilka gier jednocześnie. Warunkiem wygranej było jak najszybsze dotarcie po siatce połączeń do jednej z trzech głównych postaci. Nie było to takie proste, gdyż najpierw należało zdobyć poparcie innych osób oraz organizacji związanych z odzyskaniem niepodległości. – opowiada sam. Karolina Dubiel, przyboczna 13 WDH-ek „Bukowina”.

Po zakończeniu gry wszyscy udaliśmy się do gmachu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie czekał na nas wyśmienity obiad. Po nabraniu sił, mieliśmy okazję zwiedzić sejmową Salę Posiedzeń.

Niedługo potem wszyscy zebraliśmy się w Sali Kolumnowej, gdzie Przewodniczący ZHR Grzegorz Nowik odczytał przemówienie Józefa Piłsudskiego na otwarcie Sejmu Ustawodawczego, rozpoczynając tym samym uroczystą Galę Drużyn Niepodległej. Reprezentacja każdej drużyny przy oklaskach i gratulacjach, odebrała swoje miano oraz proporczyk. Zostały podsumowane zadania, które realizowaliśmy przez cały poprzedni rok.

Następnie wysłuchaliśmy debaty „30 ze 110” dotyczącej wkładu harcerstwa w walkę o niepodległość i budowę społeczeństwa obywatelskiego.

– Rozmówcy uświadomili nam, tym odpowiedzialnych za jednostki, że oni widzą i doceniają naszą codzienną pracę z naszymi harcerzami. Że ma ona swój jasny i piękny cel, czyli wychowanie młodzieży w duchu chrześcijaństwa i patriotyzmu – relacjonuje dh Michał Pyzik z wrocławskiego „Boru”.

Na koniec odbyła się projekcja fragmentu filmu “Niepodległość” oraz uroczysta kolacja. Potem wspólnie przeszliśmy do Pałacu na Wyspie, gdzie czekała na nas niespodzianka.

– Niesamowitym doświadczeniem dla drużyn była sobotnia wieczornica. Cały złaz zgromadził się w Łazienkach Królewskich, aby posłuchać i włączyć się w koncert pieśni Adama Kowalskiego. Wspólnie odśpiewane obrzędowe pieśni wywołały wiele wzruszenia, co wpłynęło na podniosły nastrój koncertu. Pozytywnym zaskoczeniem było także wystąpienie na scenie Przewodniczącego ZHR. Wszystko to miałyśmy na wyciągnięcie ręki, siedząc w pierwszym rzędzie. – wspomina pwd. Magdalena Idkowiak, drużynowa 1 GDH-ek „Agat”.

Dzień zakończył się oddaniem honorów przy pomniku Jana III Sobieskiego.

W niedzielę udaliśmy się do Bazyliki Archikatedralnej Św. Jana, aby wziąć udział w uroczystej Mszy św. w intencji Twórców Niepodległej, którą odprawił dla nas Kapelan Naczelny ZHR. Zostały złożone kwiaty na grobach Prezydentów II RP i przy tablicach współtwórców niepodległości.

Na koniec zgromadziliśmy się na terenie wirydarza Kościoła św. Marcina, gdzie zostały odczytane wyniki sobotniej gry. Dolny Śląsk odniósł niewątpliwy sukces, ponieważ „Bukowina”, „Agat” i „Bór” znalazły się w gronie drużyn z najlepszymi wynikami! Złaz zakończył się zawiązaniem bratniego kręgu przy kamiennej tablicy z wyrytym Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim. Był to doskonały wyraz oddania czci naszym harcerskim wartościom i tradycjom

Udział w złazie był dla nas wyjątkowym przeżyciem i przede wszystkim zasłużoną nagrodą za naszą pracę, którą włożyliśmy w wykonanie wszystkie zadań związanych związanych z programem „Niepodległa”. Nasz trud został doceniony i przeżyliśmy niesamowitą przygodę. Mogliśmy spotkać wiele drużyn z całej Polski, poznać stolicę naszego państwa i wysłuchać naprawdę mądrych słów wzywających do służby Ojczyźnie. Nie mamy wątpliwości, że było warto i żałujemy, że złaz skończył się tak szybko.

Relacja: pwd. Karolina Gumienny | Zdjęcia: pwd. Magdalena Idkowiak, sam. Zuzanna Mazur

Jan GarneckiJan GarneckiLuty 19, 2019
ks-bojko-1280x1707.jpg
7min585

Od dziś w chojnowskim liceum można podziwiać mundur ks. hm. Krzysztofa Bojko, który szkole przekazała rodzina zmarłego w 2013 r. kapelana. O wydarzeniu oraz o niezwykłym życiu ks. Krzysztofa pisze pwd. Piotr Lizak, drużynowy 1. Chojnowskiej Drużyny Harcerzy „Białe Orły”.

W chojnowskim liceum odbyła się dziś akademia. Jak wszystkie jej podobne uroczystości odbywała się w szkolnej auli, przemawiał na niej dyrektor szkoły, uczniowie przygotowali wiersze, które razem z muzycznymi przerywnikami stanowiły szkielet wydarzenia. Wszystko powielone, widziałem i przeżywałem wielokrotnie w podstawówce, gimnazjum i liceum. Większości z nich już nie pamiętam. I tutaj jest chyba największa różnica, bo tego co widziałem i słyszałem podczas uroczystego przekazania munduru ks. hm. Krzysztofa Bojko HR nie zapomnę nigdy.

Rzadko się zdarza, żeby szkoła organizowała wydarzenie tak silnie związane z harcerstwem, ławki ustawiając wokół prowizorycznego ogniska, aranżując śpiew piosenek przy harcerskich ogniskach, a całą uroczystość kończąc odśpiewaniem modlitwy harcerskiej. Jednak w tym wypadku było to w pełni uzasadnione. Ksiądz Krzysztof uczył w niej przez ponad dziesięć lat i pozostawił na jej społeczności, jak zresztą na każdej w której funkcjonował, wyraźny ślad. A kim właściwie był?

Przede wszystkim był harcerzem, który już w wieku siedemnastu lat został drużynowym w swoim rodzinnym mieście, we Wrocławiu. Powiedzielibyśmy, że to nic niezwykłego, wielu jest takich młodych drużynowych. Tylko, że niewielu z nich pozostaje na tej funkcji niemal nieprzerwanie przez kolejne trzydzieści lat. Po wstąpieniu do seminarium założył w nim Harcerski Krąg Klerycki, mocno angażował się w Duszpasterstwo Harcerskie we Wrocławiu. A kiedy seminarium ukończył, zaczął harcerstwo rozsiewać po całym Dolnym Śląsku. Każda parafia na którą trafiał nie musiała długo czekać na powstanie środowiska harcerskiego. Zakładał drużyny w Wałbrzychu, Polkowicach i Legnicy, będąc w międzyczasie członkiem Rady Naczelnej, Kapelanem Naczelnym ZHR, przez wiele lat był członkiem Komisji Instruktorskiej Dolnośląskiej Chorągwi Harcerzy.

   

Prowadził wielokrotnie Białą Służbę w Polsce i poza jej granicami, dbając o kult ważnych dla harcerstwa miejsc i patronów, przede wszystkim bł. Stefana Wincentego Frelichowskiego, którego uczynił patronem Dolnośląskiego Hufca Harcerzy “Gniazdo”.

W 2002 roku trafił do Białej pod Chojnowem, od razu zakładając w niej drużynę żeńską i męską – „Białe Orły”, której mam zaszczyt być teraz drużynowym. Zmarł w listopadzie 2013 roku. Latem tego roku był jeszcze na obozie harcerskim naszej drużyny. Zawsze pełnił służbę.

To i wiele, wiele więcej zrobił dla harcerzy, ale swoją uwagę poświęcał również środowisku lokalnemu. Będąc już na parafii w Białej stworzył największą w Polsce imprezę poświęconą Kresom Wschodnim, czyli Wrześniowe Kresowiana, które odbywają się do tej pory każdego roku. Potrafił zebrać wokół siebie ludzi i pokierować nimi w wyjątkowy sposób, o czym wielokrotnie wspominali goście dzisiejszej uroczystości. Był doktorem historii i tą historię pokazywał, organizując wyjazdy do Lwowa, Kowna, Wilna, Dachau. Dziedzictwo, jakie niosą ze sobą te nazwy potrafił przybliżyć w sposób wyjątkowy zarówno młodzikowi jak i jego drużynowemu.

   

Dla mnie, młodego instruktora, ksiądz Krzysztof Bojko jest wzorem tego jak służyć. Służyć harcerstwu, ale i całemu społeczeństwu, ku czemu przecież staramy się wychowywać kolejne pokolenia młodych dziewczyn i chłopców. A skoro wychowujemy w harcerstwie przez przykład własny instruktora, to o przykładzie jaki dawał ten harcmistrz i ksiądz zapomnieć nie możemy.

Relacja: pwd. Piotr Lizak | Zdjęcia: phm. Grzegorz Pidanty

Jan GarneckiJan GarneckiGrudzień 7, 2018
IMG_8694-Copy-1280x1012.jpg
9min872

23 listopada 2018 r., 100 lat po bohaterskiej obronie Lwowa instruktorzy Dolnośląskiej Chorągwi Harcerzy, której patronują Orlęta Lwowskie zameldowali się w tym niezwykłym mieście.

Pierwsze kroki

Wyruszyliśmy kilka minut po północy pociągiem do Przemyśla. Harcerskim zwyczajem już w drodze podzielono dodatkowe zadania: odpowiedzialności za sztandar, dbania o dokumentację zdjęciową wyprawy, rolę oboźnego. Wśród instruktorów panowała ekscytacja, czy to z powodu podniosłej rocznicy, jaka towarzyszyła przedsięwzięciu, czy też po prostu na myśl o odkrywaniu nieznanego, czyli Lwowa.

W dobrym gronie czas płynie szybko, więc ani się obejrzeć, a cała ekipa przygotowywała już paszporty do kontroli granicznej, obserwując kątem oka tłumy ludzi przekraczających granicę w obie strony. Wiele osób dźwigało ze sobą olbrzymie walizki i torby, co harcerzom kojarzyło się oczywiście z bolesną historią wojny i emigracji, jaka dotyka teraz naszych sąsiadów.

Tymczasem instruktorzy z Dolnego Śląska dziarsko zapakowali się do marszrutki i wśród ogólnej wesołości ruszyli do Lwowa. Dobrze, że niektórzy z nas byli już na Ukrainie i wiedzieli, jakie ceny, czy oferty trzeba przyjmować, a które zbywać uśmiechem, jako zdecydowanie zawyżone.

Lwów przywitał nas trolejbusami, starymi, odrapanymi budynkami i wszechobecnymi napisami, których większość z nas nie potrafiła nawet dobrze odczytać, a co dopiero zrozumieć. Na szczęście nie było daleko do stanicy Harcerstwa Polskiego na Ukrainie, gdzie przywitała nas druhna Asia Adamska. Była ona naszym przewodnikiem i stróżem podczas całej wyprawy. Warunki w stanicy były bardzo przyjemne dla zaprawionych w niewygodach i puszczaństwie mężczyzn. Po szybkim posiłku i zakwaterowaniu byliśmy już gotowi do wyjścia “na miasto”.

Druhna Joanna zadbała, abyśmy w drodze do Pałacu Arcybiskupa zobaczyli jak najwięcej ważnych miejsc i usłyszeli o nich jakąś ciekawą opowieść. U celu zostaliśmy przyjęci przez samego Arcybiskupa Mokrzyckiego, który swojego czasu był sekretarzem zarówno św. Jana Pawła II, jak i Benedykta XVI. Poświęcił nam on wiele czasu, pokazując muzeum papieskie oraz opowiadając o charakterystyce posługi we Lwowie i na Ukrainie. Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.

Kiedy głód dawał się już mocno we znaki, ruszyliśmy do Puzatej Chaty, gdzie każdy najadł się do syta, a wracając do stanicy przystanęliśmy jeszcze w kilku miejscach, jak w okolicy kawiarni „Szkockiej”, by wysłuchać opowieści o Lwowie.

Nie sposób nie wspomnieć, że korpus instruktorski straciłby wiele na wartości, gdyby nie należeli do niego nasi kapelani – ks. hm Jerzy Żytowiecki i o. pwd Kazimierz Golec. Dzięki ich obecności mogliśmy np. codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej. Po modlitwie część z nas udała się spać, a część (harcerskim zwyczajem) spędziła noc na grach planszowych w kuchni.

Orlęta Lwowskie

Kolejny dzień był jeszcze bardziej napięty od poprzedniego pod względem programu. Od wczesnego rana walczyliśmy z czasem, by jak najlepiej wykorzystać nasz pobyt we Lwowie.

I tak zaczęliśmy od służby na Cmentarzu Łyczakowskim: sprzątaliśmy zarośnięte i zapomniane groby. Potem wzięliśmy udział w szybkiej grze po cmentarzu, jaką przygotowali dla nas harcerze z Ukrainy, a wreszcie stanęliśmy na Cmentarzu Orląt Lwowskich i uczestniczyliśmy w uroczystym nadaniu stopnia instruktorskiego druhowi Maciejowi Kuświkowi z Kalisza. Choć było naprawdę zimno, na cmentarzu leżał śnieg, to jednak każdy z nas był dumny z tego, gdzie się znajdował.

Dalej ruszyliśmy na spotkanie z polskim konsulem oraz Przewodniczącym Harcerstwa Polskiego na Ukrainie – dh Stefanem Adamskim. On to właśnie opowiedział nam o wielkiej grze dla wszystkich środowisk harcerskich, także z zagranicy, o nazwie „Uśmiech Lwowa”, która co roku gromadzi wiele patroli we wspólnej rywalizacji przy poznawaniu miasta. Zmęczeni, ale i usatysfakcjonowani udaliśmy się na obiad, a potem na obowiązkowe zakupy – w końcu każdy chciał przywieźć do domu kwas chlebowy i chałwę.

Choć wydawało się, że to koniec atrakcji, spotkaliśmy się jeszcze na kominku z druhem Stefanem, jego żoną, także instruktorką – Krystyną oraz oczywiście naszym aniołem stróżem, druhną Asią. Wspólnie śpiewaliśmy i słuchaliśmy ciekawych historii zarówno doświadczonych harcerzy z Ukrainy, jak i księdza Jerzego. Pointę wieczoru zachował dla siebie komendant chorągwi. Jak powiedział, najważniejsze, byśmy to, czego się tam dowiedzieliśmy i nauczyliśmy, wykorzystali, by dawać z siebie wszystko w harcerskiej pracy w swoich środowiskach. Po kominku uczestniczyliśmy jeszcze we Mszy Świętej.

Powrót do domu

Niedzielny poranek upłynął nam na sprzątaniu i pakowaniu, a po Eucharystii w kościele pw. św. Marii Magdaleny odprawianej dla Polaków, udaliśmy się na pociąg, który miał nas przewieźć daleko, daleko na zachód, do Wrocławia.

Wyprawa zgromadziła instruktorów z przeróżnych środowisk, np. z Kalisza, Ostrzeszowa, z hufca „Starodrzew” i „Gniazdo”. Byli wśród nas też druhowie dopiero realizujący swoje próby instruktorskie. Na pewno wszyscy wróciliśmy bogatsi, mądrzejsi, może trochę zadumani, a może rozentuzjazmowani kolejną przygodą. Każdy jednak już snuje plany, kiedy znowu pojedzie do Lwowa.

Ukłony dla komendanta wyprawy pwd. Pawła Potarzyckiego.

Relacja: pwd. Adam Garnecki HR | Zdjęcia: pwd. Daniel Bombała, ćw. Kacper Drzazga | ćw. Olaf Horbowy

Jan GarneckiJan GarneckiPaździernik 2, 2018
orleta3-1280x853.jpg
7min795

W sobotę 29 września we Wrocławiu zagościły Orlęta Lwowskie. Wcielili się w nich uczestnicy gry miejskiej dla dzieci i młodzieży „Orląt Cień” organizowanej przez Dolnośląski Urząd Wojewódzki we współpracy z Okręgiem Dolnośląskim ZHR. Nasze miasto tego dnia jeszcze bardziej zatętniło życiem i zaroiło się w nim od przebranych harcerzy, rekonstruktorów oraz patroli rywalizujących o zwycięstwo.

Celem gry było jak najszybsze nadanie tajnego hasła dla nadchodzącej odsieczy. Aby móc to zrobić, uczestnicy musieli zrealizować najpierw różnorakie zadania, w których wykazywali się zręcznością, kreatywnością i sprytem. Na punktach m. in. ćwiczyli umiejętności strzeleckie, mielili kawę dla walczących, naprawiali radio oraz poznawali tajniki konspiracji. Jednocześnie odszukiwali fragmenty hasła i kompletowali starą mapę Lwowa. W grze liczył się czas – wygrywało 5 najszybszych patroli z obu kategorii wiekowych (11-15 lat oraz 16-18 lat).

W grze udział wzięło 120 osób – harcerzy i harcerek oraz uczniów szkół podstawowych i średnich. Byli to głównie wrocławianie, ale nie zabrakło także uczestników z Trzebnicy, Legnicy czy Brzeziej Łąki. Już od samego początku wszystkim udzielił się fabularny klimat, a zaraz po starcie gry o godz. 10.00 patrole rozpoczęły wyścig po punktach. Ich działania starali się opóźniać patrolujący teren Ukraińcy, co wprowadzało dawkę adrenaliny.

O godz. 14.00 rozpoczął się finał gry na wrocławskim Rynku, gdzie na uczestników czekała niespodzianka – koncert rapera Pawła „Undera” Przewożnego, który porwał wszystkich swoją otwartością i zachęcił do pamięci o polskich bohaterach. W przerwie odbyło się ogłoszenie zwycięzców oraz rozdanie nagród. Uczestnicy wstrzymywali oddech, ponieważ do samego końca nie wiedzieli, czy byli najszybsi. Dla nas wesołą niespodzianką było to, że wśród dziesięciu najlepszych znalazły się zastępy naszych harcerek i harcerzy. Wszyscy zwycięzcy otrzymali historyczne gry planszowe, a patrol, który zajął I miejsce w starszej kategorii wiekowej, wygrał tygodniową wycieczkę do Lwowa.

– Bardzo podobała mi się fabuła i ambitne zadania na punktach. Pochwalam też organizację całej imprezy, bo widać było, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Grę oceniam na wielki plus i mam nadzieję, że jeszcze będę w takiej uczestniczyła – relacjonuje Iga Surkont z 41 Wrocławskiej Drużyny Harcerek „Tęcza” im. Wandy Rutkiewicz.

Pomysł na grę zrodził się w związku ze zbliżającą się setną rocznicą walk o Lwów w 1918 r. oraz obchodami stulecia odzyskania niepodległości. Rozłożenie punktów odzwierciedlało topografię prawdziwych walk, a zadania realizowane przez uczestników, nawiązywały do faktów historycznych. W obstawie gry brała udział nawet grupa rekonstrunkcyjna z Gorlic, która pozwoliła patrolom przenieść się w czasie i zobaczyć wojskowy lazaret.

Wrocław i Lwów łączy wiele – przede wszystkim to, że po zakończeniu II wojny światowej i zmianie granic Lwowiacy przyjeżdżali do naszego miasta, a większość żyjących tu rodzin ma korzenie kresowe. Warto więc było przeprowadzić tę grę właśnie tutaj. Zależy nam także na tym, aby jeszcze więcej osób mogło uczestniczyć w tym projekcie – dlatego odbędą się kolejne edycje gry w innych miastach na Dolnym Śląsku. W planach mamy na pewno Trzebnicę, Głogów i Oleśnicę.

Gra „Orląt cień” pozwoliła uczestnikom na odkrycie losów młodych obrońców Lwowa, a nam (dolnośląskiemu ZHR-owi) na zrealizowanie wartościowego projektu na lokalnym terenie i zawarcie kontaktów z nowymi instytucjami, z którymi możemy kontynuować współpracę. Z koordynacją tego wydarzenia wiązało się baaardzo dużo pracy, ale…wszyscy czujemy, że przeżyliśmy przygodę! 🙂

Relacja: pwd. Karolina Gumienny wędr. | Zdjęcia: ćw. Olaf Horbowy


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół –  dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności. 




Kontakt


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
ul. Litewska 11/13, 00-589 Warszawa
tel.: (22) 629-12-39
e-mail: naczelnictwo[at]zhr.pl

KRS: 0000057720 NIP: 525-15-72-446 REGON: 006218591

VW Bank Direct 52 2130 0004 2001 0189 3635 0001


Napisz do nas


ZHR realizuje działania finansowane ze środków Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych na lata 2018-2030.