Historia Pana Franciszak Jakowczyka

Barbara SobieskaPaździernik 13, 201814min437

Zachęcamy do poznania historii spisanej przez Druha Łukasza Kępę, który w ramach realizacji swojej próby na stopień ćwika miał niezwykłą okazję spotkać się z Panem Franciszkiem Jakowczykiem.

Pan Franciszek Jakowczyk urodził się 12 maja 1928 roku w Samołowiczach na Kresach Wschodnich (obecnie Białoruś). Pochodził z rodziny inteligenckiej i miał kilkoro rodzeństwa. Do dziś pamięta słowa ojca: „Franek, musisz umieć walczyć o siebie, ale nigdy nie obrażaj młodszych i słabszych, walcz w słusznej sprawie i zła się nie trzymaj.”. Małego Franciszka ceniono przede wszystkim ze jego inteligencję oraz sprawiedliwość.

W 1935 roku Franciszek poszedł do szkoły. Jego pierwszy nauczyciel bardzo cenił sobie patriotyzm i często powtarzał uczniom: „Jeżeli kochasz Ojczyznę, jak ojca i matkę to nigdy jej nie zdradzisz, a będziesz za nią walczył a może i życie oddasz.”

Kiedy w 1939r. wybuchła wojna nauczyciel zabrał klasę Franciszka do pobliskiego lasu, gdzie stał pomnik Józefa Piłsudskiego i poinformował ją o tragicznym wydarzeniu. Franciszek szczególnie zapamiętał nauczyciela, który ze smutkiem opowiadał im o wojnie, ale i starał się pokrzepić młodych ludzi i zachęcić ich do walki.

Kiedy Franciszek ukończył szkołę zaczął uczyć się zawodu szewca. Jego nauczycielem był Jan Żukowski. Z czasem pozwolił mu roznosić buty do domów mieszkańców okolicznych wsi. Często w butach były listy, jednak Franciszek nigdy ich nie czytał. W tym zawodzie najbardziej cieszyło go to, że mógł pomagać ludziom w tak trudnych czasach.

Niemcy zaczęli robić naloty na losowe domy w poszukiwaniu broni, ale też patrzyli, czy nikt nie łamie ich zakazów. Pewnego dnia trafili także do domu Jakowczyka. Tego dnia ojciec zabił świnię, a Niemcy zabraniali tego robić. Za karę żołnierze zabili psa i aresztowali ojca. Wtedy we Franciszku zapaliła się nienawiść do Niemców. Kilka dni później wraz z kolegą zorganizowali zemstę. Znaleźli karabin maszynowy, zaczaili się w krzakach przy drodze i czekali aż ktoś nadjedzie. Wieczorem przejeżdżało tamtędy dwóch Niemców i kiedy znaleźli się kilka metrów od zasadzki Franciszek otworzył ogień. Niemcy padli martwi, a ich motocykl wybuchł. Franciszek wraz z kolegą szybko uciekli i na szczęście żaden Niemiec nie dowiedział się kto był sprawcą tego zdarzenia.

W końcu o wszystkim dowiedział się Jan Żukowski, który niezwłocznie zabrał Franciszka na spotkanie z oficerem Armii Krajowej – Alfonsem Kopaczem ps. „Wróbel”.

Po spotkaniu Franciszek zaciągnął się w szeregi AK i otrzymał pseudonim „Karny”.

Pan Franciszek bardzo szczegółowo opowiadał mi o swoim zaprzysiężeniu kiedy to koło południa spotkali się w pewnej stodole i już mieli zaczynać, ale przyszedł sołtys i kazał im uciekać. Tegoż samego dnia „Karny” dostał cynk o spotkaniu w lesie. Kiedy już się znalazł we wskazanym miejscu czekało na niego ognisko i kilku żołnierzy. Wtedy oficer zapytał o broń, której nikt nie miał. Wszyscy szli kilka kilometrów do pobliskiej wioski, żeby wziąć karabiny, a dopiero kiedy wrócili to „Karny” został zaprzysiężony.

W 1944 r. sowieccy żołnierze wkroczyli na tereny Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej i wyparli Niemców. Pan Franciszek pamięta akcję, w której mieli zabić bądź pojmać szefa komitetu partii komunistycznej- Daniłę Tomkowa. Zorganizowali zasadzkę. Wóz Tomkowa zbliżał się do mostu na którym stałą młoda kobieta, która miała upuścić chustkę kiedy auto znajdzie się w zasięgu AKowców. Kiedy to zrobiła, Franciszek wraz z kolegami zabili dwóch enkawudzistów, którzy towarzyszyli szefowi. Kiedy Tomkow wyszedł z auta, to Franciszkowi przypadło zajęcie się nim. Początkowo nie chciał zabijać Rosjanina, bo nie chciał mieć niepotrzebnej krwi na rękach, jednak Tomkow wyjął pistolet i już miał strzelać, ale „Karny” był szybszy. Pistolet Tomkowa nie miał szans z karabinem Franciszka więc Rosjanin padł na ziemię i tak zakończył życie.

Sowieci im tego nie odpuścili. Ścigali ich dniami i nocami, aż w końcu pojmali wszystkich. Franciszek myślał, że to jego koniec, myślał, że zostanie rozstrzelany, ale został wysłany do gułagu. Zaparł się by uciec, a jak uciekać, to z bronią w ręku. Ucieczka była niezwykle trudna, bo z każdej strony gułagu, w którym przebywali, były łąki, a to oznaczało, że zostaną szybko zauważeni i rozstrzelani. Tylko z jednej strony był lasek. Lasek ten był od strony pola buraków, więc kiedy wraz ze swoimi czterema kompanami został tam wysłani do pracy, to wiedział, że taka sytuacja się nie powtórzy. Mieli takie szczęście, że pilnowało ich dwóch ruskich. Jeden tak się upił, że zasnął, a ten drugi też nie był trzeźwy. Kiedy tylko Franciszek podszedł do pilnującego ich Rosjanina, to ten oddał broń bez walki, bo wiedział, że nie ma szans. Franciszek mógł go zabić, jednak nie chciał mieć niepotrzebnej krwi na rękach.

Ucieczka nie była łatwa. W pogoni za nimi nawet wysłano samolot, by podawał ich położenie innym, ale na szczęście jakimś cudem uciekli. Codziennie wędrowali, Pan Franciszek wspomina, że nie myślał o marszu, po prostu szedł, bo mu tak instynkt kazał.

Franciszek wraz z kolegami obmyślili ciekawą taktykę na ucieczkę. Często się rozchodzili, żeby znaleźć jedzenie czy wodę i zawsze wracali do miejsca, w którym się rozeszli. Dzięki temu mieli pewność, że Rosjanie nie znajdą wszystkich na raz, a to oznaczało większe szanse na przeżycie.

Którejś nocy spali w opuszczonym budynku przy rzece. Franciszek niespodziewanie wyrwał się że snu i zobaczył, że koło budynku stoi mnóstwo żołnierzy, a na rzece są jeszcze dwie barki pełne czerwonoarmistów. Franciszek wiedział że nie mogą teraz wyjść, ale obudził kolegów, by razem czekali na odpowiedni moment. Uciekinierzy ubrali się w mundury, które zdobyli jeszcze w gułagu i nad ranem dopiero mogli wyjść. Nie chcieli wzbudzać podejrzeń więc udawali żołnierzy. Pech chciał, że spotkali prawdziwego żołnierza, który zagaił:

– z której barki?

– z pierwszej. A wy?

– ja z drugiej.

Na szczęście żołnierz ich nie poznał.

Ich ucieczka nie trwała wiecznie, Rosjanie wybijali ich po kolei. Został tylko Franciszek, który z czasem też został złapany. Nie zabili go, tylko wysłali z powrotem do gułagu. Na przesłuchaniach był strasznie bity, pamiętał, jak pewien Rosjanin kopnął go butem oficerskim w Piszczel, ból był nie do zniesienia. Wtedy krzyknął do niego „dobij mnie Ty zdradziecka mordo”. Był tam również pewien Żyd, który był ewidentnie ich przełożonym. Powiedział, żeby nie zabijali Franciszka i wyszli. Kiedy zostali sami to ten Żyd potargał akta Franciszka i powiedział, że załatwi mu nowe. Nie wiadomo, dlaczego ten człowiek pomógł Franciszkowi, ale wiadomo, że to dzięki niemu Franciszek nie dostał wyroku śmierci, tylko 25 lat pozbawienia wolności, z których 10 lat miał spędzić w więzieniu.

Kiedy Franciszek przebywał w więzieniu, to rozmyślał na temat swojego dołączenia do Armii Krajowej. Doszedł do wniosku, że to była jedna z najlepszych decyzji w jego życiu.

Franciszek został aresztowany w 1948 roku, na wolność wyszedł w 1969. Podejmował próby wyjazdu do Polski, ale nie otrzymał zgody władz ZSRR.

Karny” poznał pewną młodą wdowę i ożenił się z nią, wybudowali dom i tak żyli razem. Zamieszkali w Dołbyszu – miejscowości na Żytomierszczyźnie, gdzie do dziś jest największy na Ukrainie odsetek Polaków.

Gdy w 2017 roku zmarła żona, Franciszek w swojej starej drewnianej chacie żył sam. 17 stycznia 2018 roku po wielkich staraniach Panu Franciszkowi wydano paszport Polski, który pozwalał mu na przyjazd do kochanej Ojczyzny. Teraz mieszka we Wrocławiu u swojej siostry. Bardzo się cieszy, że może żyć właśnie tam.

Zdrowie Pana Franciszka pogarsza się i zaczyna brakować mu pieniędzy na leki. Pan Franciszek utrzymuje się głównie z emerytury swojej siostry. Smutne jest to, że taki człowiek musi żyć w ten sposób.

Rozmowa z Panem Franciszkiem całkowicie zmieniła moje postrzeganie tamtych czasów, a sam kontakt z takim człowiekiem to niezwykłe przeżycie, które na zawsze pozostaje w pamięci.

Czuwaj!

Łukasz Kępa, Głubczyce

Komentarze


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej to wspólnota przyjaciół –  dzieci, młodzieży i dorosłych, która w oparciu o wartości chrześcijańskie, poprzez przykład własny instruktorek i instruktorów harcerskich, pracę nad sobą, służbę, przygodę oraz inne elementy metody harcerskiej wychowuje człowieka pełnego radości życia, odpowiedzialnego za Polskę i gotowego podjąć wyzwania współczesności. 




Kontakt


Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej
ul. Litewska 11/13, 00-589 Warszawa
tel.: (22) 629-12-39
e-mail: naczelnictwo[at]zhr.pl

KRS: 0000057720 NIP: 525-15-72-446 REGON: 006218591

VW Bank Direct 52 2130 0004 2001 0189 3635 0001


Napisz do nas


ZHR realizuje działania finansowane ze środków Rządowego Programu Wsparcia Rozwoju Organizacji Harcerskich i Skautowych na lata 2018-2030.